wielkopolski oddział

stowarzyszenia dziennikarzy
polskich

Tadeusz Golenia nie żyje

"Smutne wieści"  Krzysztof Wodniczak przesłał mi na skrzynkę mailową  w nocy z piątku na sobotę, już w święto Trzech Króli. Przeczytałem: "wczoraj, 5 stycznia o godz.6.00 w szpitalu przy ul. Lutyckiej zmarł nasz współbiesiadnik ś. p. TADEUSZ ANTONI GOLENIA". Takie informacje zawsze wstrzymują dech w piersi, budzą refleksję  i uruchamiają wspomnienia.

Miał 65- lat, czyli dopiero tyle by zostać emerytem, by cieszyć  się wnukami i jesienią życia. Za wcześnie by umierać. Mówi się, że każda śmierć przychodzi nie w porę. Bywa jednak i tak, że symptomy jej nadejścia  są skrywane - bo po co martwić innych? Myślę, że Tadeusz Golenia, do którego zwracałem się per Tadzio, zadał by właśnie takie pytanie.  Znany był z tego, że  pytał.  Nawet wtedy, gdy ogół uważał, że to jest bez sensu, bo wszystko jest już jasne.  Nie było. Pytaniami podważał  tzw. "oficjalne wersje". Był w tym nieubłagany, nieustępliwy i niezastąpiony.  W publikacjach używał kilkanaście pseudonimów. Najczęściej podpisywał się jako: Zygmunt Kmieciak i Ludwik Maniecki.  Przed kilkoma laty,  w publikacji SDP, wspominał, że  pierwsze działania dziennikarskie podjął  w 1971 r. na I roku polonistyki Uniwersytetu Poznańskiego. Wtedy nawiązał  współpracę z czasopismami studenckimi: "Spojrzeniami" (wydawane w Poznaniu) i "ITD" (tygodnik ogólnopolski) . - Od tego momentu - pisał- datują się również moje związki z duszpasterstwem  akademickim ojców Dominikanów, a  zwłaszcza z ojcem Honoriuszem (o. Honoriusz Kowalczyk zginął w  wyniku wypadku samochodowego w 1983 r. w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach- dop. P.G.). Później była współpraca z poznańską popołudniówką "Express Poznański" oraz "Głosem Wielkopolskim". Od 1976 r. pracowałem "na etacie" jako dziennikarz w magazynie ilustrowanym "Tydzień" , w poprzedniku "Wprostu". Pisząc w tym czasopiśmie zyskałem uznanie za publikacje o tematyce ekologicznej".  

Tadeusz Golenia pierwszy poważny kontakt z SDP odnotował w 1979 r. Wtedy to ukończył z wyróżnieniem Studium Dziennikarskie w Warszawie organizowane przez nasze stowarzyszenie. - Nie zdążyłem wtedy wstąpić do SDP- wspominał. Nastał rok 1980.  Red. Golenia  napisał: "w poznańskiej prasie organizowałem I "Solidarność", którą później kierowałem. W tym czasie publikowałem też w prasie solidarnościowej, m.in. w "Obserwatorze Wielkopolskim"". W grudniu 1981 r. wprowadzono stan wojenny, co dla Tadeusza oznaczało negatywną weryfikację,  zakaz pracy dziennikarskiej, szykany i represje ze strony SB.  "Nie poddałem się" - wspominał. -"Nie podjąłem współpracy odmawiając nawet podpisania świstka, że nie będę informował o fakcie i pobytach na ul. Kochanowskiego (siedziba SB)". Musiał jednak zrezygnować z utrzymywania się z działalności dziennikarskiej. "W 1982 r. znalazłem - z ogłoszenia- pracę jako wychowawca w Zakładzie Poprawczym w Poznaniu, gdzie z chłopcami wydawałem, kompletnie nielegalnie, w nakładzie kilkuset egzemplarzy, powielaczowe "Granice Piekieł""- pisał.  Trzy lata później jako wychowawca i nauczyciel trafia do Ośrodka Szkolno- Wychowawczego dla dzieci Głuchych w Poznaniu. Uczy się języków: migowego i miganego,  które stają się jego pasją.  Zgłębia je, aż do tego stopnia, że zostaje nauczycielem, wykładowcą, tłumaczem i ekspertem w stosowaniu takich sposobów wzajemnego komunikowania się.  Znajduje również swe miejsce wśród inicjatorów i organizatorów Ogólnopolskiej Olimpiady  Języka Migowego i Miganego, która  obecnie będzie mieć swą dwudziestą pierwszą edycję. 

Do dziennikarstwa wraca w 1989 r.  W tym samym roku wstępuje do Wielkopolskiego Oddziału SDP , który później kilkakrotnie reprezentuje podczas Walnych Zjazdów Delegatów  SDP. Udziela się również w Katolickim Stowarzyszeniu Dziennikarzy.  W całej swej dziennikarskiej karierze- jak sam ujawnia- był wielokrotnie nagradzany.  Niewątpliwie jednak powrót Tadeusza do zawodu wiąże się z pojawieniem się  na poznańskim rynku prasowym, niezależnego  Dziennika Wielkopolan "Dzisiaj". Zatrudnia się w nim na pół etatu, a niedługo potem przyczynia się do tego, że w tej samej redakcji pracę znajduje równie Jego żona Stefania. Jak to po swojemu ujął: "została dzielną  kierowniczką działu czytelnikowskiego". "Rodzinna" praca w "Dzisiaj" trwała tylko do 1991 r. ale redakcyjni koledzy zapamiętali Tadzia jako osobę niezwykle skrupulatną i dociekliwą, po wielokroć sprawdzającą fakty, o których pisał na łamach.  Dał się też poznać jako osoba bardzo wrażliwa na życiowe kłopoty innych. Bywało, że do chorego dziecka, pracującej z nim dziennikarki, osobiście przywoził lekarza. Wróćmy jednak do jego wspomnień. "Po bankructwie gazety "Dzisiaj" podjąłem współpracę z prasą emigracyjną: w 1992 r. z hamburskim "Kurierem" (do dzisiaj, na stronie internetowej tej gazety , wśród współpracowników tytułu publikowany jest biogram ze zdjęciem red. Goleni - dop. P.G.), londyńskim "Tygodnikiem Polskim" oraz  z australijsko- nowozelandzkim "Expressem Wieczornym"".  Ta część dziennikarskiej biografii chyba najbardziej  kojarzona jest z Tadeuszem.  W pamięci wciąż tkwią niezliczone konferencje prasowe, w trakcie których słyszało się niezmiennie: "Tadeusz Golenia- prasa emigracyjna i polonijna między innymi "Kurier" Hamburg...." Wielu tę słowną Tadzia wizytówkę traktowało z przymrużeniem oka. Przecież przez długi czas nie było możliwości sprawdzenia, czy takie periodyki w ogóle są wydawane. Byłem wśród tych sceptycznych, a zadawane publicznie przez Tadzia, bardzo trafne  pytania. traktowałem, wyłącznie, jako inspirację dla  własnej pracy.  Poglądy zweryfikowałem całkowicie w dobie Internetu, gdy na witrynie jednej z polonijnych gazet przeczytałem wywiad przeprowadzony przez red. Golenię z... poznańskim piekarzem.  To była autentyczna historia rzemieślnika z naszego miasta, a jednocześnie ogromna zagraniczna promocja rzetelnej, poznańskiej  pracy. Wydaje się też, że od strony autora była ona wykonana pro publico bono, czyli bez żadnego, pieniężnego profitu.  Utrzymanie dawała praca wykładowcy m.in. na  Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza.

"PolonusDaily. pl" był ostatnim miejscem, w którym Tadzio realizował się jako dziennikarz, reporter, komentator. Ostatnią publikację zamieścił w nim jesienią 2016 r. gdy już poważnie chorował.  Koncepcja tego portalu internetowego skierowanego głównie do rozsianej po świecie Polonii była Jego autorstwa. Na winiecie, oprócz tytułu, umieścił: "Piszemy jak jest. Bez cenzury".  Materiały  dotyczą, głównie życia w Polsce, zazwyczaj najważniejszych faktów. W dobie konfliktów i podziałów w naszym kraju, w swoich   tekstach wyraźnie opowiada sie po jednej stronie. Pisząc na temat sporu wokół obchodów 60-rocznicy Czerwca'56  podkreśla m.in. :    "żeby to było jasne:  potępiam gwizdy i okrzyki podczas wykonywania Hymnu Narodowego, gdziekolwiek miałoby to miejsce. Jednoczenie doskonale rozumiem gwizdy i okrzyki wobec prezydenta Dudy. Człowiek, który niszczy Ojczyznę, depcze Konstytucję i permanentnie łamie prawo nie powinien wśród przyzwoitych Polaków oczekiwać lepszego traktowania. Niezależnie od tego, czy jest sprzątaczem, czy też prezydentem."  I na zakończenie, o obecnej "Solidarności": "Z chwilą wejścia w orbitę władzy przestała być niezależna i samorządna. Stała się tylko podnóżkiem PiS-u. A przecież na pomniku przed Stocznią zapisano: „Niech prawo zawsze prawo znaczy, a sprawiedliwość – sprawiedliwość”".  

Swą opinię na temat protestów kobiet  przeciw projektom ustaw antyaborcyjnym pointuje natomiast tak :  "Trudno dziś powiedzieć, czy „czarny poniedziałek” przekształci się w stały „ruch kobiecego oporu", chociaż posłanka PO Joanna Mucha prorokuje, że ten rząd obalą właśnie kobiety. Na razie część pań zapowiedziała, że jeśli ich protesty nie zostaną potraktowane poważnie – odmówią udziału w pracach domowych. To byłby koniec…"

Czy to jest istotnie koniec, zwłaszcza dla osoby tak wierzącej i ufnej jakim był Tadzio? Czy te zdania: "Piszemy jak jest. Bez cenzury" to deklaracja serio, czy tylko żart?  U Tadzia niczego nie można było przesądzać.  Dla świata zawsze miał twarz z uśmiechem dziecka, które właśnie zrobiło wszystkim psikusa. Za tym uśmiechem skrywał troskę o otaczającą go rzeczywistość. Był i biesiadnikiem i -zaangażowanym ideowo- dziennikarzem. Potrafił wysłuchać każdego, ale i przed nikim nie krył swoich- często bardzo radykalnych i dosadnie formułowanych - poglądów. Dawał się przekonać, ale dość rzadko. Był człowiekiem po ludzku ułomnym, ale potrafiącym łączyć otoczenie. Gdyby ktoś prosił mnie o określenie Tadeusza jednym zdaniem, użył bym słów często przez niego wypowiadanych: "po prostu zacny". 
Żegnaj Tadziu - Panie.

Śp. Tadeusza Golenie pożegnałem w sobotnie przedpołudnie,  13 stycznia 2018 r. na Cmentarzu Junikowskim w Poznaniu. W ceremonii pogrzebowej, oprócz żony Stefanii i rodziny pogrążonej w żałobie, uczestniczyli liczni reprezentanci różnych środowisk dziennikarskich, a także Jego wychowankowie posługujący się językiem migowym. Nad grobem Tadeusza głos zabrała red. Barbara Miczko- Malcher- prezes Wielkopolskiego Oddziału SDP, która przypomniała Jego postać i  życiowe, zawodowe oraz społeczne dokonania.  Nie zabrakło łez i wyrazów żalu oraz słów otuchy i wsparcia dla tych, których śmierć ta szczególnie dotknęła . Odszedł dobry człowiek i wspaniały kolega.
Piotr Górski

We wspomnieniu skorzystałem z biogramu Tadeusza Golenii zamieszczonych w "Prezentacji Delegatów na Zjazd Sprawozdawczo- Wyborczy SDP" z czerwca 2011 r.